in blogosfera, lifestyle, rozwój

Co po maturze? Oczekiwania vs rzeczywistość.

at
co-po-maturze

Na zaproszenie Dagmary z bloga socjopatka.pl postanowiłam dołączyć do akcji # co po maturze, którą współtworzy wraz z Anią z bloga Blue Kangaroo. Od mojej matury minęło 8 lat i kiedy teraz myślę: A co po maturze? odpowiadam sobie: Życie. Czy to studenckie, czy totalnie nie – warto pamiętać, że ta decyzja nie musi być ostateczna (i prawdopodobnie nie będzie) i jest to… dobre, normalne, a dla mnie wręcz oczywiste. Moje pomysły w zderzeniu z rzeczywistością rozjechały się wielokrotnie, maturę zdałam sporo czasu temu, a nadal szukam swojej drogi. I co? Napiszę tutaj tak, jak zwykle na stories: I wporzo! 

Matura, matura i po maturze

Etap, który można przedstawić za pomocą znanego mema: OCZEKIWANIA vs RZECZYWISTOŚĆ. W liceum położyłam nacisk na naukę języka polskiego i przygotowania do Olimpiady z Literatury i Języka Polskiego. Kto próbował w tym swoich sił ten wie, jaka to harówa. Totalna fiksacja na jednym przedmiocie bardzo okroiła moje szanse na powodzenie w razie powinięcia się nogi. Według oczekiwań wszystko miało pójść dokładnie po mojej myśli. Według rzeczywistości wszystko poszło dokładnie nie tak.

Udział w Olimpiadzie pokrył się z rokiem maturalnym. Nauka do dwóch tak dużych rzeczy pochłaniała nie tylko czas, ale i całą moją życiową energię. W ostatecznym rozrachunku ustną maturę z polskiego zdałam na 100%, ale rozszerzoną na 40%. Lasce, która wchłonęła nieziemską ilość wiedzy na Olimpiadę i pisała prace na poziome magisterki do głowy by nie przyszło, że taka sytuacja może mieć miejsce. No halo! Kto ogląda czasem chytre InstaStory, ten zna już tę historię: odwołałam się. Moja praca była napisana znacznie, znacznie lepiej. Za błąd uznano np to, że Jan Kochanowski był przedstawicielem renesansu. Serio? Zniechęcona, zrażona i przeciążona miesiącami nauki z miernymi jej skutkami rzuciłam myśl o przyszłości związanej z polonistyką

W tamtym czasie wszyscy byli zapatrzeni w studia. Nauczyciele, rodzice i my, młodzież. Głęboko wierzyliśmy w możliwości, jakie dają uczelnie. Chociaż już wtedy pękłam, chciałam zrobić przerwę. Od nauki, obowiązków, chciałam chwilę odetchnąć, pomyśleć. Jednak wtedy rok przerwy pomiędzy maturą a studiami to było coś, na co ludzie nie spoglądali przychylnie. 

co po maturze

Studia. Pedagogika, Edukacja przez sztukę, licencjat

Zawsze bliska była mi psychologia, socjologia, pedagogika i kierunki artystyczne. Ostatecznie wybrałam Edukację przez sztukę na Pedagogice. Pomyślałam: Praca z dziećmi, umiem w to. Do tego sztuka, umiem w to. Brzmi rewelacyjnie!

Jeśli mogę powiedzieć coś dobrego, to właśnie o trzech pierwszych latach. Licencjat to odkrywanie nowych przedmiotów i zagadnień. Dla osób lubiących nauki społeczne to będzie spoko czas. Dla osób nie lubiących nauk społecznych dramatyczny i to już może być pierwszy sygnał, że prawdopodobnie nie jest to kierunek dla Was. Uwielbiałam psychologię ogólną, rozwoju człowieka, wychowawczą i społeczną. Jarały mnie biomedyczne podstawy rozwoju i wychowania. Natomiast zraziłam się niesamowicie do pedagogiki społecznej. Uważam to za bardzo ciekawy dział, ale wkuwanie na pamięć definicji zgodnie co do przecinka i kropki to jest ten element edukacji, którego nie pojmuję na maksa. 

Po półtora roku zaczęły wpadać już praktyki i przedmioty specjalnościowe, np.: drama, emisja głosu, taniec ludowy i współczesny, fotografia z elementami filmowania, formy i techniki plastyczne, grafika komputerowa, rysunek, metodyka nauczania muzyki i plastyki, arteterapia, prowadzenie zespołów teatralnych i kabaretowych. Brzmi ciekawie i w zasadzie tak było. Czułam się jak ryba w wodzie.

Studia. Pedagogika, Edukacja przez sztukę, magisterka

Po obronie długo zastanawiałam się nad drugim stopniem. Miałam na oku inne studia, ale z kilku powodów (czytaj niżej: Studia vs praca) ciągnięcie równolegle dwóch kierunków było mi nie na rękę. Ostatecznie dobrze spędzone towarzysko trzy lata spowodowały, że zostałam na Wydziale Nauk o Wychowaniu. O mojej decyzji w jednym słowie? Masakra.

Rok teorii, dużo powtarzania zdobytej wcześniej wiedzy. Byłam na siebie zła, mocno wrzuciłam na luz. Na początku drugiego roku (czyli trzecim semestrze) byłam bliska rzuceniu tego kierunku. Przedmioty specjalnościowe były często na maksa naciągane. Jako totalny bełkot wspominam Diagnozę i wspieranie młodzieży uzdolnionej artystycznie. Do tego zaczęły krążyć pogłoski, że m.in. nasza specjalność kończy się bezwartościowym dyplomem. Wtedy nawinął się temat programu twórczego myślenia Odyseja Umysłu, który ostatecznie zaowocował świetną przygodą z finałem w Michigan. W ten sposób dociągnęłam studia do końca, ale obroniłam się pół roku później. 

Tak. Magisterka skończyła się bezwartościowym dyplomem. Licencjat dał mi możliwość prowadzenia zajęć muzycznych, plastycznych i zintegrowanych w podstawówce, gimnazjum i w placówkach pozaszkolnych. Suplement do dyplomu magistra w miejscu posiadanych kwalifikacji ma… wykropkowane miejsce. Wygryw życia, mogę wpisać cokolwiek mi się podoba.  

co po maturze

Studia vs praca

Jestem żywym dowodem na to, że dzienne studia można połączyć z kilkoma pracami oraz studenckim życiem. W ciągu 5 lat studiów równocześnie szkoliłam się na terapeutę, pracowałam w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej, prowadziłam warsztaty artystyczne w pracowni plastycznej oraz szkołach, animacje w weekendy, edukacyjne programy dla przedszkoli i Zielone Szkoły poza Łodzią, we wakacje jeździłam na obozy jako wychowawca kolonijny, a w wolnym czasie dorabiałam jako copywriter i robiłam fotorelacje z wydarzeń. Do tego wpadały obowiązkowe praktyki na studiach i dobrowolny wolontariat. A w międzyczasie dobrze się bawiłam, korzystając z uroków studenckiego życia. Aha, od 22 roku życia mieszkamy z narzeczonym na swoim. Chcieć, to móc! 

Po studiach pracowałam przez chwilę w szkole. Zawsze jednak wiedziałam, że to nie będzie przystań dla mnie. 

To co po maturze i studiach? 

Historia lubi zataczać koło, więc małymi krokami zaczęłam wracać do… pisania. Poszłam też na studia podyplomowe z Grafiki i Technik Multimedialnych na Politechnice Łódzkiej. Czas studiów był dla mnie bardzo intensywny. Zorientowałam się, jak bardzo byłam zawiedziona maturą, więc przez 5 lat skupiałam się na nauce, pracy i zabawie zapominając o tym, by mieć czas na oddech oraz rozwój własnych zainteresowań. Nie dałam sobie też w odpowiednim czasie pozwolenia na stwierdzenie: Dziewczyno, popełniłaś błąd z tą magisterką. Zostaw to, tracisz czas. 

Pomimo świetnej przygody z Odyseją Umysłu wiem, że gdybym jeszcze raz mogła podjąć decyzję co po licencjacie, to nie poszłabym na drugi stopień. Gdybym jeszcze raz mogła podjąć decyzję co po maturze, chyba w ogóle nie wybrałabym się na studia. Zawsze marzyłam o kursie charakteryzacji, pisaniu i podróżach. Gdybym nie siedziała na okrągło z nosem w książkach i z dupą w pracy i nie przekonywała na siłę samej siebie, że ta droga na pewno jest słuszna, to może zorientowałabym się odpowiednio wcześnie, że są różne ciekawe sposoby, aby te marzenia spełnić. Ale zorientowałam się teraz i nareszcie dałam sobie przyzwolenie na zmianę

Uwielbiam pracę z dziećmi i cieszę się z każdego doświadczenia, jakie posiadam. Zamierzam w końcu połączyć swoje dotychczasowe doświadczenia i plastyczne zainteresowania w jedno. 

Bańka morza szczęśliwości po studiach już dawno pękła. Jest cała masa kierunków, które pięknie brzmią i niemal idealnie wstrzeliwują się w nasze pasje, ale! Warto się dowiedzieć, co tak naprawdę dany kierunek Wam daje. Warto się zastanowić, czy chcecie poświęcić temu swój czas. Obok ciekawych przedmiotów będą te, które Was zmęczą. Przemyślcie, czy to się opłaci. A przede wszystkim – pozwólcie sobie na zmianę decyzji. Mało znam ludzi, którzy kończą szkołę i od razu zostają olśnieni, co po maturze chcieliby robić. Serio. 

Powodzenia!

PS Co po maturze? Jakie są Wasze plany lub doświadczenia, hm?

co po maturze

Sharing is caring ♥Share on Facebook
Facebook
28Pin on Pinterest
Pinterest
0Share on Google+
Google+
0Tweet about this on Twitter
Twitter
Show Buttons
Hide Buttons